Perspektywy. W kręgu sztuki i historii

Trzewik pochwy miecza z miejscowości Podzamcze koło Kwidzyna

W 1968 roku Muzeum Zamkowe w Malborku pod kierownictwem Mieczysława Haftki prowadziło badania wykopaliskowe na stan. 10, osadzie wczesnośredniowiecznej w miejscowości Podzamcze koło Kwidzyna (ryc. 1). W wykopie 1a zarejestrowano wówczas niewielką, owalną jamę produkcyjną, którą oznaczono jako obiekt nr 2. W obiekcie oprócz fragmentów naczyń ceramicznych wykonanych w technice całkowitego obtaczania, kości zwierzęcych, bryłki żużla żelaznego i fragmentu ostrza żelaznego natrafiono także na tytułowy zabytek – trzewik pochwy miecza (ryc. 2). Trzewiki pochwy miecza są to dolne okucia pochew mieczy. Nie należą do częstych znalezisk na ziemiach polskich (ryc. 3). Tym większą wartość ma okaz znaleziony w Podzamczu. Opisywany zabytek zachował się fragmentarycznie w postaci górnej części jednej z połówek trzewika. Wysokość zachowanego fragmentu wynosi 49 mm zaś szerokość to 40 mm. Ma delikatną, ażurową budowę. Wykonany został z brązu techniką odlewania. Posiada on szeroki, wyodrębniony brzeg. W górnej części zdobiony jest rytym ornamentem jodełkowym. W centrum zachowanego fragmentu zabytku znajduje się motyw rozety, o trzech migdałowatych ramionach. Końce dwóch, dolnych ramion stykają się z dwoma okręgami. Jeden z okręgów jest częściowo uszkodzony. Od dolnej części rozety odchodzi niewielkie półkole, łączące się ze wspomnianymi okręgami. Całość ornamentu zaznaczona jest liniami rytymi. Fragmentaryczność zabytku utrudnia analizę motywu zdobniczego, ale na podstawie innych dostępnych tego typu zabytków można określić motyw dekoracyjny trzewika z Podzamcza. Jest to fragment silnie zgeometryzowanej i widzianej „od góry” sylwetki ptaka. Rozeta przedstawia jego dziób i głowę, odchodzące od rozety półkole to szyja i tułów, a dwa okręgi to rozłożone skrzydła. 2. Trzewik pochwy miecza z miejscowości

czytaj dalej »

„Pożegnanie Calasa z rodziną”. Rozważania wokół ikonografii mało znanego obrazu w zasobach muzealnych malborskiego zamku

W kolekcji malarstwa MZM znajduje się, zakupiony w 1973 roku, niewielki obraz olejny na płótnie (44 x 54 cm) noszący tytuł Pożegnanie Calasa z rodziną, nr inw. MZM/MRT/61 (fot.1). Tematem jest dramatyczna scena pożegnania z przyjaciółmi i rodziną niesłusznie skazanego na śmierć Jeana Calasa. Wydarzenie rozegrało się w rzeczywistości i stanowi fakt historyczny z przełomu 1761 i 1762 roku. Tytułowy Jean Calas (1698-1762), szanowany obywatel Tuluzy, trudnił się handlem tkaninami. Był kalwinem, co w katolickiej Francji nie było dobrze widziane. Miał żonę, dwie córki i czterech synów, z których Marc-Antoine, prawnik z wykształcenia, miał rzekomo przejść na katolicyzm w obliczu trudności stawianych innowiercom chcącym praktykować ten zawód. Nie zrealizował jednak zamysłu i 13 października 1761 targnął się na własne życie w domu rodziców. Rodzina zataiła ten fakt, nie chcąc narażać siebie i zmarłego syna na hańbę, bowiem wedle ówcześnie obowiązującego prawa samobójcę obwożono po ulicach, a następnie publiczne wieszano na szubienicy. Jednak sąsiedzi odkryli ciało w domu Calasów i oskarżyli ojca o zabójstwo syna za zamiar dokonania konwersji. Krok taki, wedle nauki Jana Kalwina (1509-1564), był dostatecznym powodem, aby rodzice raczej zabili własne dziecko, niżby mieli zgodzić się na jego odejście od religii. To podejrzenie podtrzymali miejscowi dominikanie, zdecydowani przeciwnicy innowierców. Fot. 1. Pożegnanie Calasa z rodziną, obraz olejny, wg Daniela Chodowieckiego, w zbiorach Muzeum Zamkowego w Malborku, 2.poł. XVIII w. Parlament Tuluzy w dniu 9 marca 1762 roku skazał Jeana Calasa na śmierć i konfiskatę majątku. Aresztowano także całą rodzinę i poddano ją torturom. 10 marca nastąpiło wykonanie wyroku,

czytaj dalej »

Karciane konteksty… a kafle malborskie

„(…) w owym więc renesansowym Krakowie ‒ rżnęli już w karty wszyscy. Od monarchy po ostatniego paupra. Rżnęli, aż niejeden ‘spadł ze stołu, iż mu i pieniądz w mieszku nie został’, a po nocy kozerą wypełnionej bywał ‘z onego niewyspania bladej a zapuchłej twarzy i niecudnej sławy’.” Andrzej Hamerliński-Dzierożyński Z owego cytatu wyłania się już zapomniane staropolskie słowo ‘kozera’, które zostało tu przytoczone jako nazwa gry w karty. Często też określano tym mianem namiętnego karciarza lub szulera. I to słownictwo właśnie zostało zilustrowane na jednym z malborskich, szesnastowiecznych kafli (ryc. 1, 3). Zatem warto zastanowić się, kiedy gry karciane zaczęły wypierać warcaby, szachy, trik-traka czy młynka i zajęły ich miejsce jako najlepszy rodzaj na początku ‘poczciwej’ rozrywki, potem gry szulerskiej, choć takowa, jak pisał Władysław Łoziński w „Życiu polskim w dawnych wiekach” ‒ owładnęła też pewne sfery towarzyskie dopiero z końcem XVIII wieku, a miała swe ogniska nie po wiejskich dworach, ale po wielkich miastach, głównie w stolicy, grasując na prowincyi tylko w czasach kontraktów kijowskich, lwowskich, dubieńskich i.t.d. Tu wyjaśnijmy, że czasy kontraktów to okresy, w których przeprowadzane były doroczne jarmarki, czyli zjazdy szlachty w celach handlowych i towarzyskich. I o nich pisał też Józef Ignacy Kraszewski w „Wieczorach wołyńskich” (Lwów 1859). Jak widać rozrywka ta była mile widziana i uprawiana w trakcie tych jarmarków. Wiadomo także, że znacznie wcześniej niż to opisywał Łoziński, bo już w XVI wieku kupcy przybywający do Gdańska w celach handlowych mogli ‘grawać’ w karty także we Dworze Artusa. Moda na grę w karty,

czytaj dalej »

Jezuici malborscy i dżuma w latach 1708-1711. Opowieści z krypty część 1

Późnogotycka kaplica św. Anny na Zamku Wysokim w Malborku, budowana w latach 1331-1344, od swego początku była przeznaczona do pełnienia funkcji krypty grobowej dla  najwyższych dostojników Zakonu Niemieckiego. Jej funeralne przeznaczenie nie zmieniło się nigdy, nawet po objęciu jej, w czasach polskiego władania, przez jezuitów, członków Towarzystwa Jezusowego (Societas Iesu), założonego przez Ignacego Loyolę w roku 1534. Pierwsi jezuici pojawili się w Malborku w roku 1618  i z przerwami przebywali tu do 1780. Owe przerwy spowodowane były wojnami ze Szwecją i trwały w latach: 1626-1636 i następnie od 1656 do 1660. Pobyt jezuitów w Malborku opisuje zachowana (niestety, nie w całości) jezuicka kronika zatytułowana: Dzieje malborskiej rezydencji Towarzystwa Jezusowego. 1647-1744, dostępna w znakomitym przekładzie z łaciny nowożytnej, dokonanym przez  księdza biskupa Juliana Wojtkowskiego z Olsztyna. Kaplica św. Anny na Zamku Wysokim w Malborku, fot. B. i L. Okońscy Moja opowieść „z krypty” prezentuje niektóre aspekty postawy zakonników wobec śmierci. Z uwagi na burzliwy czas (wojny), szalejące epidemie i zarazy (choćby dżuma w latach 1708-1711), doświadczenie śmierci towarzyszyło jezuitom nieustannie.  Dziś patrzymy na tamte wydarzenia poprzez pryzmat współczesnych doświadczeń pandemii wywołanej przez Covid-19. Obecnie możemy łatwiej zrozumieć postawę ludzi nie mających pojęcia o wirusach i szczepionkach, o roli aseptyki i antyseptyki, o potrzebie higieny, kwarantanny i temu podobnych zachowań. Realna możliwość pozyskania dla własnych potrzeb kaplicy św. Anny pojawiła się przed jezuitami dopiero w grudniu 1707 r., kiedy superior Franciszek Heintz otrzymał z rąk króla Stanisława Leszczyńskiego odpowiedni przywilej. Został on potwierdzony w styczniu 1708 r. przez początkowo niechętnego jezuitom biskupa

czytaj dalej »

Nowożytna mennica w Malborku

Nowożytna mennica w Malborku, emitująca monety dla polskich królów, rozpoczęła działalność pod koniec XVI w. Sądzi się, że miało to bezpośredni związek z wynalezieniem maszyny menniczej, usprawniającej proces produkcji monet. W literaturze odnajdujemy informacje, że rewolucyjne urządzenie, nazwane prasą menniczą składało się z dwóch walców obracających się w przeciwległych kierunkach, między którymi umieszczano blachę monetarną. Jeden z walców posiadał wytłoczony, negatywowy wizerunek awersu, drugi adekwatnie – wizerunek rewersu. Precyzyjne ustawienie walców pozwalało na dużo większą wydajność pracy w stosunku do wcześniejszego sposobu bicia monet, gdyż umożliwiało obustronnie centralne i równomierne wytłoczenie odcisku. Za wynalazcę maszyny menniczej podaje się Hanusza Sztypla, który był kierownikiem mennicy książęcej w Królewcu. Razem z Janem i Kasprem Goebelem założył spółkę, która zajęła się wdrażaniem wynalazku. Po zademonstrowaniu działania maszyny królowi Zygmuntowi Augustowi, wspólnicy uzyskali przywilej na eksploatację prasy menniczej na terenie całej Rzeczypospolitej. Przywilej został podpisany w Warszawie 13 kwietnia 1578 r. przez króla Stefana Batorego. Jan i Kaspar Goebel zobligowani zostali do przestrzegania ściśle określonej ordynacji menniczej i poddania się woli najwyższego podskarbiego, Rafała Leszczyńskiego. Miejscem ich pracy i działalności – poza Gdańskiem, został Malbork. Pierwszymi wybitymi monetami były obiegowe szelągi, które emitowano w latach 1584-1585. Na ich awersie widnieje litera „S” i tarcza herbowa Batorych oraz herb Przegonia, należący podskarbiego koronnego Jana Dulskiego; na rewersie zaś – orzeł z tarczą herbową Batorych na piersi oraz trójkąt – znak mincerza Gracjana Gonzalo (fot. 1). Poza szelągami, emitowano także wyższe nominały: w 1584 r. – grosze, w 1585 r. – trojaki oraz dukaty. Niezwykła rzadkość

czytaj dalej »

Zegarmistrzostwo malborskie

Czasomierze wykonane w mieście nad Nogatem, stanowią dziś prawdziwe unikaty wśród zegarów mechanicznych i słonecznych. Przedmioty te konstruowano w wielu miastach Rzeczpospolitej: Poznaniu, Krakowie, Warszawie, Wilnie, Lwowie i innych. Wszystkie one są dziś pożądane i poszukiwane przez muzea i kolekcjonerów. Jednak prawdziwymi rarytasami są zegary pochodzące z mniejszych ośrodków produkcyjnych takich jak m.in. Malbork, który w dziedzinie rzemiosła miał silną konkurencję ze strony otaczających go dużych miast Prus Królewskich: Gdańska, Torunia i Elbląga. Zagadnienie zegarmistrzostwa malborskiego pozostaje w dużej mierze tematem mało rozpoznanym. Skąpa baza przebadanych źródeł oraz takaż reprezentacja przedmiotów, sprawiły, że Malbork był właściwie nieobecny w opisach dziejów zegarmistrzostwa na ziemiach polskich. W ostatnich latach, udało się jednak zebrać szczątkowe informacje i uporządkować je we wstępne ustalenia, z których wynika, że środowisko zegarmistrzowskie w Malborku funkcjonowało mniej więcej od połowy XVI do początków XVIII wieku. Kwestia warsztatów zegarmistrzowskich wykonujących zegary w XIX stuleciu i ich relacja z grupą przedmiotów określanych w literaturze, jako „zegary żuławskie” pozostaje jak dotąd nierozpoznana. W okresie staropolskim w Malborku pracowali następujący zegarmistrzowie: Michael Leuthold (czynny ok. 1590­-1610), jego syn Hans Leitholtz [Leycholtz] (ok. 1620-­1640), Izrael Piertz [Pierz/Pierc] (ok. 1630-­1650), Martin Nitz [Hittz] (wzmiankowany w 1636 roku), Michael Klein (3/4 ćw. XVII w.), Johannes Leütholt (syn Hansa, wnuk Michaela; aktywny w latach ok. 1670-­1700) oraz Samuel Krigner (ok. 1680­-1690). Zabytki w postaci sygnowanych zegarów, w zbiorach publicznych obejmują wytwórczość jedynie trzech ostatnich z wymienionych mistrzów. Zegar kaflowy (stołowy) Kleina posiada Muzeum Narodowe w Poznaniu (Muzeum Rzemiosł, nr inw. MNP Rm 2630), po jednym egzemplarzu

czytaj dalej »