Maciej Przemysław Kilarski – Artysta nieznany

W ostatniej dekadzie, w latach 2010–2011, zbiory Gabinetu Rycin Muzeum Zamkowego w Malborku wzbogaciły się o blisko 100 prac plastycznych nestora konserwacji zamku malborskiego i pasjonata jego historii – Macieja Przemysława Kilarskiego (1922–2003). Dzieła te wykonane zostały w różnych technikach artystycznych na przestrzeni kilkudziesięciu lat i obejmują okres – od lat trzydziestych do siedemdziesiątych minionego stulecia, rejestrujący najważniejsze stacje jego życia. Są zapisem osobowości zmarłego przed piętnastu laty Artysty, jego wrażliwości i emanującego wraz z pogodą ducha wewnętrznego piękna, którym zarażał innych, zostawiając w ich pamięci swoją legendę. W niniejszym kilkuczęściowym cyklu opowiemy o wciąż mało znanej spuściźnie artystycznej Macieja Kilarskiego, a wartej przypomnienia i głębszego poznania.

Kim był PAN MACIEJ – człowiek, który pozostawił w malborskim zamku „ceglanym kolosie średniowiecznej architektury” swoje nieuchwytne, niematerialne „Ja”? Jego nazwisko pojawia się na kartach słowników biograficznych i wielu naukowych publikacji [il. 1.]. Był cenionym autorytetem w dziedzinie konserwacji gotyckiej architektury, zabytkoznawstwa, muzealnikiem. Był człowiekiem wszechstronnie wykształconym i utalentowanym. Był… też Artystą „skrywanym!”, ukrytym za fasadą codzienności. A w pamięci swoich bliskich, przyjaciół i współpracowników pozostał nade wszystko „DOBRYM DUCHEM”, człowiekiem wielkiego serca, wrażliwym, uczynnym i serdecznym, który pomimo wielu przeciwności losu z humorem i godnością szedł przez życie. Człowiekiem, który w swej pracy sięgał gwiazd, żyjąc sztuką i dla sztuki.

 

1. Maciej Kilarski szkicujący w plenerze zabytkową architekturę, Pomorze Gdańskie, lata 60. XX w.
2.Widok fragmentu gotyckiego szczytu kamienicy we wschodniej pierzei rynku w Poznaniu, 1938
3. Widok schodów kamienicy przy rynku w Rydzynie, 1938
4. Widok na dachy Katedry łacińskiej i kościoła św. Jana we Lwowie ze strychów dawnego Urzędu Wojewódzkiego, lata 40. XX w.

Od najmłodszych lat fascynowała go dawna architektura, której arkana poznawał we wczesnej młodości w czasie podróży z ojcem – Janem Kilarskim (1882–1951), wybitnym pedagogiem, krajoznawcą i redaktorem serii „Cuda Polski”, publikowanej przez Wydawnictwo Polskie Rudolfa Wegnera z Poznania. Później stała się dlań przedmiotem studiów politechnicznych i uniwersyteckich odbytych we Lwowie, Krakowie i Gdańsku. A po ich zakończeniu treścią pracy zawodowej, której kulminacyjnym punktem został majestatyczny „poteutoński” zamek w miasteczku nad leniwie płynącym Nogatem. Tu Maciej Kilarski spędził ponad trzydzieści lat swojego życia, dojeżdżając codziennie pociągiem do pracy na trasie: Gdańsk Oliwa – Malbork – Gdańsk Oliwa. W jadących jednostajnym rytmem wagonach tworzył – niczym skrupulatny reportażysta – szkice anonimowych podróżnych w ich troskach i codzienności, precyzyjnie rejestrując ich indywidualne rysy osobowości. Tu nauczył się także języka szwedzkiego z jego trudnym akcentem i wydechem.

 

5. Katedra łacińska we Lwowie od północnego wschodu, lata 40. XX w.
6. Katedra Łacińska we Lwowie od północnego wschodu z kamienicą Scholtzów na pierwszym planie, lata 40. XX w.
7. Widok kaplicy Boimów z figurą Chrystusa Frasobliwego w zwieńczeniu latarni i fragmentu Katedry łacińskiej we Lwowie – impresja nocna, lata 40. XX w.

Architektura w swej materialnej postaci i majestacie złożonych form była – wciąż obok – Pana Macieja, a nade wszystko tkwiła głęboko w jego sercu. Z charakterystyczną dla siebie subtelnością szkicował jej widoki z natury. Czasem były to tylko kontury, oddane w wielkim skrócie, z odległej perspektywy na tle pejzażu; czasem zapisywał jej portret w wielkim zbliżeniu, koncentrując się na każdym, nawet najdrobniejszym elemencie konstrukcji i jego złożonych relacjach przestrzennych. Rysował w ciszy, z pasją, odkrywając w „plastycznym zapisie” swą wewnętrzną wrażliwość, niecodzienne wyczucie formy, światła i koloru. Eksperymentował z różnymi technikami rysunkowymi, malarskimi i graficznymi, poszukując ukrytych w swej wyobraźni ciekawych sposobów rejestracji przemijającej rzeczywistości. Tworzył też liryczne pejzaże będące obrazem jego zamyślenia i kontemplacji wszechpotężnej natury, na tle której człowiek kreśli znaki swej obecności.

Początki artystycznej drogi Macieja Kilarskiego wiążą się z latami jego edukacji elementarnej w Poznaniu i rydzyńskiej „szkole zasad” utworzonej w okresie międzywojennym przez Tadeusza Łopuszańskiego. Był to czas intensywnego poznawania świata i jego tajemnic, licznych podróży i wędrówek z Ojcem po malowniczych regionach Polski i krajach Europy, szkolnych wycieczek integracyjnych łączonych ze spływami Czarną Hańczą, Kanałem Królewskim i Augustowskim. Peregrynacje te pozostawały na długo w jego pamięci, rozbudzając w nim jednoczesny zachwyt nad pięknem natury oraz zainteresowania przeszłością zapisaną w dziełach sztuki i architektury. Swoje wrażenia odnotowywał w szkicownikach, rysując szybką kreską zabytki, które urzekły go maestrią swej formy czy detalem architektonicznym. Szkicował kamienice na rynkach miast, kościoły, ich wystrój i wyposażenie. „Zapisywał” z dużą wrażliwością mijane pejzaże, znanych mu i przygodnych ludzi oraz zwierzęta. W owym czasie i przez wiele następnych lat interesował go koń, odwieczny towarzysz ludzkiego życia – jego fizjonomia, napięte mięśnie, kontury, głowa i oczy.

W tym młodzieńczym okresie, pełnym harmonijnego rozwoju, który przerwał wybuch drugiej wojny światowej, powstały także w różnych technikach rysunkowych i graficznych, pierwsze samodzielne prace przyszłego konserwatora zamku malborskiego, stanowiąc świadectwo jego twórczych aspiracji i poszukiwań w zakresie formy oraz środków artystycznego wyrazu. W roku 1937 namalował akwarelę ukazującą z dużą drobiazgowością widok wnętrza domu rodzinnego przy ulicy Podlaskiej w Poznaniu. W następnym zaś uwiecznił portal kamienicy Górków z jego rzeźbiarską dekoracją, fragment gotyckiego szczytu kamienicy przy wschodniej pierzei poznańskiego rynku [il. 2] oraz kilka „portretów” barokowej Rydzyny, wielkiego architektonicznego dzieła książąt z rodu Sułkowskich. Były to m.in. widoki ratusza i kościoła św. Stanisława Biskupa, zdjęte z okien zamku rydzyńskiego, budowli które wzniesiono ok. połowy XVIII stulecia według projektów śląskiego budowniczego Karola Martina Franza. Początkujący artysta wykonał również linearną kompozycję przedstawiającą wnętrze klatki schodowej ze schodami biegnącymi w dół w kamienicy na rynku [il. 3] oraz w kontrastowej technice linorytu (operując z dużym wyczuciem grą czarno-białych linii i plam) frontalny widok głównego portalu prowadzącego od północy do zamku książąt Sułkowskich, do miejsca jego codziennej nauki, które było kuźnią talentów, kształcąc luminarzy polskiej nauki i kultury.

 

8. Widok południowej nawy Katedry łacińskiej we Lwowie, lata 40. XX w.
9. Widok głowy Chrystusa w grobie przy północnej ścianie nawy Katedry łacińskiej we Lwowie, lata 40. XX w.

W Rydzynie, w roku 1938, miał ponadto miejsce naukowy debiut Macieja Kilarskiego. W numerze trzecim szkolnego czasopisma „Rydzyniak opublikował bowiem, opierając się na opracowaniach Leona Prejbischa, swój pierwszy artykuł z zakresu historii sztuki. Traktował on o stojącej w centrum rynku osiemnastowiecznej kolumnie Trójcy Przenajświętszej autorstwa Andrzeja Schmidta. Dzieło to zostało wykonane w celu upamiętnienia ofiar dżumy z roku 1709. Poza artykułem do szkolnego wydawnictwa włączono parę winiet jego autorstwa.

Prace Macieja Kilarskiego z okresu nauk elementarnych w Poznaniu i Rydzynie – niezwykle skromnie reprezentowanego w zbiorach malborskiego Muzeum – czasem nieco schematyczne i nie w pełni oddające trójwymiarowość rejestrowanych kadrów i głębię przestrzeni, zadziwiają dojrzałością artystyczną i odkrywają wrodzony, ponadprzeciętny, talent plastyczny rydzyńskiego gimnazjalisty. Ukazują nie tylko jego predylekcje do sztuki, ale również – jak całym sobą – chłonął otaczający go świat w jego różnorodności form i motywów. Ukazują jego głęboki szacunek do przeszłości i do ludzi napotykanych na różnych ścieżkach jego życia. A najlepszym podsumowaniem tej wczesnej fazy twórczości artystycznej przyszłego architekta i konserwatora zamku malborskiego zdają się być owiane już płaszczem legendy słowa „Wyczóła” – Leona Wyczółkowskiego, artysty z którym Maciej spotkał się w owym czasie: Rysuj czym i co chcesz, ale rysuj!.  

I jak wiemy Maciej Kilarski – posłuszny słowom Mistrza – rysował przez kolejne lata, tworząc w „tradycyjnej manierze” liryczne obrazy świata, emanujące pięknem jego duszy.

Po wybuchu drugiej wojny światowej rodzina Kilarskich przeniosła się na kilka lat do Lwowa, miasta o długiej i bogatej historii, będącego skarbnicą dawnej sztuki. W czasie okupacji, po zdaniu matury, Maciej Kilarski podjął studia architektoniczne na Politechnice Lwowskiej, gdzie rysunku uczył go profesor Władysław Lam, a wiedzę z zakresu historii sztuki uzupełniał na Uniwersytecie Jana Kazimierza, słuchając m.in. wykładów księżnej Karoliny Lanckorońskiej i Władysława Podlachy. Z tego czasu pozostały w zbiorach Rodziny zeszyty zapisane drobnym „maczkiem” z odręcznymi rysunkami omawianych zabytków architektury i arcydzieł malarstwa. W tym ciężkim okresie, pełnym trosk i wypełnionym poczuciem zagrożenia, podjął pracę zarobkową w biurach kreślarskich, a wolny czas wykorzystywał na obcowanie ze sztuką, wędrując po „starożytnym”, usłanym zabytkami mieście. Interesowały go jego monumentalne budowle sakralne z ich długą historią, staromiejskie kamienice i urokliwe zaułki, które obserwował z daleka i bliska, w blasku słońca i przy świetle księżyca.

Cykl lwowski, w którym z dużą żywiołowością eksploduje jego talent i ogromna „artystyczna” wrażliwość, jest bogaty i różnorodny. Ukazuje w szerokim repertuarze (w różnych technikach rysunkowych i graficznych) najznamienitsze zabytki miasta leżącego nad rzeką Pełtwią. Tworzą go widoki ogólne zdjęte z okalających gród wzgórz czy też górnych okien kamienic usytuowanych wewnątrz miasta [il. 4]. Kadry te rejestrują charakterystyczne formy ówczesnej architektury miejskiej, jej symboliczne dominanty i strukturalny ład, wprowadzając zarazem w klimat dawnego Lwowa i jego atmosferę emanującą zastygłą w przestrzeni historią.

Wśród budowli sakralnych miasta poczesne miejsce zajmuje bazylika archikatedralna pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, zw. Katedrą łacińską. Świątynia ta to jeden z najstarszych kościołów Lwowa, którego budowę zaczęto w okresie panowania Kazimierza Wielkiego. Tu 1 kwietnia 1656 roku, w czasie najazdu szwedzkiego, przed cudownym obrazem Matki Bożej Łaskawej, złożył śluby król Jan II Kazimierz Waza, powierzając Bogurodzicy w opiekę naród i Rzeczypospolitą. Maciej Kilarski rysował zarówno jej widoki zewnętrzne z przyległą zabudową zdjęte z różnych punktów obserwacji [il. 5–7] i w zmiennej aurze, w spiętrzeniu otaczających ją brył kaplic i kamienic mieszczańskich, jak i wnętrza punktowo oświetlonych, mrocznych naw [il. 8] oraz detale i poszczególne elementy wyposażenia budujące jej sacrum i transcendentny wymiar [il. 9].

Artysta utrwalał także m.in. widoki kościołów dominikanów, jezuitów, św. Zofii, św. Elżbiety, św. Mikołaja, św. Marii Magdaleny, cerkwi wołoskiej, katedry ormiańskiej, archikatedralnego soboru św. Jura czy kościoła Wszystkich Świętych i klasztoru benedyktynek [il. 10], tworzące obraz kulturowy wieloetnicznego miasta położonego na wschodnim Roztoczu, w którym współgrały nałożone na siebie materialne znaki czasu zatopione w architektonicznych strukturach.

Jako student Politechniki Maciej Kilarski pomagał profesorowi Feliksowi Markowskiemu w pomiarach zabudowań klasztornych przy kościele Ojców bernardynów, ucząc się matematycznych reguł rządzących konstrukcją brył i zasad komponowania przestrzeni. Z tego okresu pochodzi nostalgiczny kadr ukazujący ruiny klasztoru z wyrwą we wschodniej ścianie (będącej wynikiem ostrzału) w nocnej szacie, co jeszcze bardziej potęguje nastrój smutku i poczucie zmienności ludzkiego losu [il. 11].

Wśród kompozycji przedstawiających architekturę miejską znalazły się widoki rejestrujące malownicze zaułki i fasady kamienic – Bandinellich i Sobieskich (Królewskiej) z wieńczącymi je figuralnymi attykami [il. 12] tudzież ich wnętrza [il. 13]. Artysta namalował również pastelami widok z okna domu rodziców przy ulicy Romanowicza, prowadzący widza ulicą Akademicką do Śródmieścia.

Z okresu lwowskiego pochodzą również rysunki wykonane w czasie podróży z Ojcem po okolicznych miejscowościach – Komarna, Sołonce, Buczaczu, Jabłonowie [il. 14]. Część z nich została później wydrukowana jako ilustracje, prowadzonej przez Jana Kilarskiego rubryki „Wieści z Powiatów” zamieszczanych w „Gazecie Lwowskiej”.

10. Widok wieży kościoła Wszystkich Świętych i klasztoru benedyktynek we Lwowie, lata 40. XX w.
11. Widok ruin klasztoru bernardynów we Lwowie – impresja nocna, 1939
12. Detal attyki kamienicy Sobieskiego z figurą króła i orszakiem zbrojnych oraz Wieżą Korniakta, lata 40. XX w.
13. Wnętrze klatki schodowej kamienicy Bandinellich we Lwowie, lata 40. XX w.
14. Widok cmentarza w Jabłonowie w okolicach Lwowa, lata 40. XX w.

Wczesna twórczość Macieja Kilarskiego z lat trzydziestych i początku czterdziestych minionego stulecia, znajdująca kontynuację w następnych dekadach, w kolejnych stacjach jego życia, nakreśla główne cechy jego duchowo-artystycznej osobowości, odbijające się w tradycjonalizmie form i środków plastycznego wyrazu z jednoczesną potrzebą sublimacji świata, głębokim uwrażliwieniem i poszukiwaniem harmonii w portretowanych przedmiotach.

 Autor: Justyna Lijka

Literatura